[OPINIA] Trump wobec chińskiej randki ze światem

W okolicy Pałacu Kultury i Nauki jest duży neon reklamowy, który rzuca się w oczy. Odróżnia się od reszty wyważonymi kolorami, połączeniem bieli i czerwieni oraz znakami. Obok arabskich znaków i napisu Bank of China są też znaki chińskie, nie zrozumiałe dla zwykłego zjadacza chleba.

Tak jak chińskie znaki są nie do zrozumienia dla większości mieszkańców Polski, tak samo nie do zrozumienia były do niedawna mocarstwowe ambicje Chin. Dopiero wojna handlowa na linii USA – Chiny uświadomiła wielu osobom, że Chiny nie chcą być drugim kołem u wozu światowego ładu – oni chcą być całym wozem i woźnicą w światowym ładzie.

Chiny bardzo długo korzystały z wolnego handlu i wzrastały wykorzystując swoje przewagi ekonomiczne – to doprowadziło do wielu kłopotów w Stanach Zjednoczonych ale dopóki Chińczycy produkowali plastikowe zabawki, amerykańscy politycy uważali, że handel z Chinami to sytuacja win-win: amerykańska gospodarka opiera się na przewagach technologicznych, a chińska na taniej sile produkcyjnej. Dopóki Prezydentem USA był Barack Obama wydawało się, że jest stabilnie. Obama widział przyszłość światłego ładu w handlu w umowach o wolnym handlu, które zapewniałby stabilizacje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a poszczególnymi regionami świata,

W ostatnim roku urzędowania Bracka Obamy, do Polski przyjechał Xi Jinping – przywódca Chińskiej Republiki Ludowej, który rozpoczął starania dotyczące tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku: Polska miała być hubem transportowym, a niektórzy publicystyczności rozpisywali się w możliwych korzyściach płynących z projektu. Wszystko zmieniło się w 2017 roku gdy okazało się, że Donald Trump nie jest kabareciarzem I chce całkowicie przedefiniować światowy ład.

Trump uznał, że Chiny są zagrożeniem dla światowej dominacji USA i uczynił z wojny handlowej bardzo ważną oś swojej prezydentury. Nowe, amerykańskie podejście nakreślił wiceprezydent Mike Pance 4 października 2018 r. w The Hudson Institute. Pance stwierdził, że Chiny wykorzystują swoje wpływy w każdym obszarze amerykańskiego życia – łącznie z ingerowaniem w demokracje. Przemówienie Wiceprezydenta USA dało do zrozumienia sojusznikom, że albo idą z “Wujem Samem” albo z “Czerwonym Smokiem” – a gdyby ktoś tego nie zrozumiał, jeszcze jaśniej powiedział Stave Bannon, były doradca Trumpa: “Polska musi wybrać: albo współpraca z USA albo z Chinami”.

Chiny były świadome, że zwycięstwo Trumpa będzie oznaczało problemy dla ich gospodarki i chińskiej wizji rozwoju. W 2017 roku Xi Jinping w Davos ustawił się w roli obrońcy światowego handlu: “Nikt nie będzie zwycięzcą w wojnie handlowej” – mówił przywódca Chińskiej Republiki Ludowej. Jakiś czas później, przy okazji 40. rocznicy rozpoczęcia liberalnych reform gospodarczych powiedział, że nie ugnie się pod amerykańską presją: “Chiny będą kontynuowały reformy i otwieranie się na świat, ale nikt nie ma prawa dyktować Chińczykom, co powinni robić”. Teraz Xi Jinping chce reformować Światową Organizację Handlu, a w rozmowach dotyczących nowego rozdania w WTO uczestniczy Unia Europejska. Wszystko to w cieniu protestów w Hong Kongu, palenia katolickich kościołów i prześladowania Ujgurów.

Chiny chcą randkować ze światem: podbijać europejski rynek technologiczny, reformować Światową Organizacje Handlu, rozwijać chińskie instrumenty finansowe w ramach rynku globalnego etc… i Polska mogłaby odegrać w tym pewną rolę ale Trump nie chce zostać starą panną na wydaniu. Nie jestem na tyle mądry, żeby powiedzieć jak ma zachować się Polska wobec chińskiej randki ze światem. Najmądrzejsze wydaje się balansowanie: dobre relacje z USA i poszczaniem oka do Chin ale to chyba niewykonalne – narzeczona z ameryki ma wszędzie kamery.

Poza tym nie powinniśmy zapominać, że Chiny to inna cywilizacja, kraj z sierpem i młotem na fladze, autorytarny reżim w którym są prześladowania. Warto zadać sobie pytanie dlaczego mieszkańcy Hong Kongu masowo protestują od kilku miesięcy i uświadomić sobie, że chińskie juany to nie wszystko. W pewnym sensie jestem wdzięczny Trumpwi, przypomniał światu pewną prawdę: żony nie wybiera się po zasobności portfela.

P.S
Mam tylko naiwną nadzieje, że dla blond włosej dziewczyny z rancza, wartości, charakter i miłości są ważniejsze od złoża ropy na moim podwórku i ilości dolarów w portfelu.
Na wszystko trzeba być przygotowanym.