[Opinia] Jaśkowiak. Lewicowy inkwizytor

Kandydatura Jacka Jaśkowiaka w prawyborach prezydenckich Platformy Obywatelskiej wywołała salwy śmiechu na prawicy. Ja się nie śmieje, bo Jacek Jaśkowiak to zdeterminowany polityk. Wyczuwa kierunek wiatru i płynie na fali – dlatego wygrał z Ryszardem Grobelnym. Trudno ocenić czy Jaśkowiak ma szanse pokonać Kidawę-Błońską ale z pewnością ma ambicje i chce przebudować Polskę na lewicowo-liberalną modłę.

Ryszard Grobelny długo był ikoną Poznania. Na pewno nie był wzorem “cnót pisowskich” ale nie był też postępowcem – był typowym samorządowcem, który w oficjalnym przekazie dystansował się od polityki ale krążył dookoła liberalnego salonu i Platformy Obywatelskiej. Grobelny w latach 90-tych był związany z Kongresem Liberalno-Demokratycznym, współtworzył KLD razem z Donaldem Tuskiem i nawet startował do parlamentu. Mandatu parlamentarnego nie uzyskał i szybko porzucił ogólnopolską karierę dla samorządu. W 1998 roku Grobelny został Prezydentem Poznania. Przez cały czas trzymał się blisko salonu – startował jako kandydat Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej, aż w 2005 roku coś się zmieniło, Grobelny zakazał roku zakazał Marszu Równości. W 2006 roku utworzył niezależny komitet i pociągnął tak do roku 2014, kiedy rozgromił go Jacek Jaśkowiak.

W czasie gdy Ryszard Grobelny robił karierę polityczną, Jaśkowiak robił karierę w biznesie. Od początku lat 90-tych był dyrektorem do spraw handlowych w firmie Kulczyk Tradex. Gdy Grobelny zostawał Prezydentem Poznania, Jaśkowiak zakładał firmę doradztwa gospodarczego i rozpoczał współpracę z… Jackiem Kaczmarskim. Od 1997 roku Jacek Jaśkowiak był przyjacielem i menadżerem “Barda Solidarności”. Zresztą, obecny Prezydent Miasta Poznania podobno do tej pory bardzo lubi twórczość Kaczmarskiego – swoją drogą – ciekawe jak wyglądałaby rozmowa Jacka Kurskiego z Jackiem Jaśkowiakiem na temat twórczości Kaczmarskiego.

Polityczna kariera Jaśkowiaka rozpoczęła się w 2010 roku. Wystartował wtedy jako kandydat ruchów miejskich “My – Poznaniacy” i otrzymał 7 proc. głosów. W następnych wyborach samorządowych PO zaryzykowała i postawiła na Jaśkowiaka, który był z liberalnego salonu Poznania ale nie był członkiem partii. Wygrali. Poznań pod nowymi sterami skręcił mocno w lewo, bo były menadżer Kaczmarskiego mocno wziął sobie do serca etos Unii Wolności i zaczął promować lewicowo-liberalne trendy z zachodu.

Wielu współczesnych nam polityków jest w politycznej grze, bo nie zna innego życia – zaangażowali się w solidarnościowe podziemie i tak trwają do dziś. Jacek Jaśkowiak jest pod tym względem inny, urodził się 1964 roku i zdążyłby mieć solidarnościową kartę ale nie ma, był członkiem Związku Młodzieży Wiejskiej, który był powiązany z ZSL i PZPR ale nie zaangażował się w partię. Nie jest typowym politykiem, bo w aktywną politykę zaangażował się dopiero w 2010 roku. Jaśkowiakowi przez lata odpowiadała drugoplanowa rola, dobrze czuł się na salonie jako biznesowy suport dla polityków, aż mu się znudziło. Postanowił sam ponieść liberalno-lewicowe sztandary.

Zaryzykuje hipotezę, że Jaśkowiaka nie napędza żądza bycia ważnym – on chce być lewicowo-liberalnym inkwizytorem, który otrząśnie Polskę z “narodowo-katolickiego bagna”. Jaśkowiak jest wyrazisty, walczy o lewicowo-liberalne wizje ponieważ wierzy w taki świat i jest w walce zdeterminowany. Prezydent Poznania nie jest pragmatykiem, nie kalkuluje i szuka konsensusu. Taka wyrazista postawa podoba się wyborcom PO, którzy już dawno zakopali w przeszłości słowo “konserwatyzm” – dlatego Jaśkowiak wygrywa w Poznaniu

Gdybym miał obstawiać to obstawiłbym, że Jacek Jaśkowiak nie będzie kandydatem PO w wyborach prezydenckich. Jednak w najbliższym czasie będzie o nim głośno, bo będzie chciał maksymalnie zmobilizować elektorat Platformy i zwiększyć swoją rozpoznawalność. Czy to znaczy, że z jego kandydatury powinniśmy się śmiać? Nie powinniśmy, bo nigdy nie powinno się śmiać z inkwizytora, który każe rozkładać drewno na placu.