#Silni razem: nie polityka miłości a fabryka nienawiści

Koalicja Obywatelska użyła w kampanii hasztagu #SilniRazem. Ludzie określający się tym hasztagiem są wyjątkowo agresywni w stosunku do każdego kto nie ma w opisie profilu tęczowej lub unijnej flagi. Nie powiem, że to wizerunkowe samobójstwo Koalicji Obywatelskiej ale na pewno trudno zrozumieć ten ruch.

Wieczorem oglądałem spot z udziałem Małgorzaty Kidawy Błońskiej: spokojna muzyka, słodkie pierdzenie i szacunku i miłości. A rano dowiedziałem się, że Krzysztof Brejza będzie jeździł po Polsce busem #SilniRazem, który kojarzy mi się wyłącznie z grupą internetowych hejterów.


Nawet Kondrat Piasecki, którego nie podejrzewam o sympatię do Prawa i Sprawiedliwości, zwrócił uwagę, że “jeśli grupka #SilniRazem ma ochotę przekonać kogokolwiek do poparcia opozycji, to sugerowałbym zapanowanie nad standardami kultury i języka. Tępawe i chamskie twiciki zdają mi się mocno kontrskuteczne.”

W odróżnieniu od innych komentatorów uważam, że z  punktu widzenia Platformy Obywatelskiej podłączanie się pod grupę hejterów nie jest wizerunkowym samobójstwem. Zawsze można się oficjalnie wyprzeć albo po porostu nie odpowiadać na niewygodne pytania dot. powiązań pomiędzy patrią i grupą hejterów. Grupa hejterów i tak będzie zadowolona, że partia zauważyła ich starania –  nie jest to jednak droga do przekonania umiarkowanych wyborców i zwycięstwa w wyborach. Podstawie hipotezę, że cała akcja z #SilniRazem to taki mini sabotaż, który ma na celu mobilizacje twardego elektoratu oraz przegranie wyborów…. z godnością.