Brak deficytu kontra związki partnerskie

W 2012 roku spytałem Jarosława Kaczyńskiego co zrobi rząd Prawa i Sprawiedliwości w pierwszych miesiącach urzędowania.  W odpowiedzi nie było owijania w bawełnę ale krótkie stwierdzenie: “uszczelnimy system podatkowy”. Po wygranych wyborach PiS uszczelnił system podatkowy, a teraz doprowadził do zrównoważenia budżetu państwa. Postawie hipotezę, że wyciąganie korespondencji dziennikarzy czy sędziów z WhatsAppa i tworzenie przez Wyborczą kolejnej afery nie pokrążą rządu. Ludzi bardziej obchodzi: niski poziom bezrobocia, wzrost płac i rozwój gospodarki.

George H.W. Bush nie był złym prezydentem ale podczas jego prezydentury doszło do wzrostu inflacji i bezrobocia. Polityczny doradca James Carville wyczuł społeczne niezezwolenie i zaproponował Clintonowi kampanię opartą na krytyce gospodarczej Georga Busha. Bill Cliton poszedł do wyborów z hasłem: “Gospodarka głupcze!” i wygrał wybory (ironią losu jest, że polityka Clitona też doprowadziła do kryzysu gospodarczego).

Podczas kampanii do polskiego parlamentu rząd stara się budować narracje w stylu “gospodarka głupcze”. Nie jest to wcale łatwe, bo agenda polityczna od paru miesięcy skupia się na tematach światopoglądowych: prawa mniejszości seksualnych i tzw. marsze równości nie schodzą z pierwszych stron gazet. Chce to wykorzystać zarówno Lewica jak i Koalicja Obywatelska. Programową odpowiedzią na “tęczową ofensywę” jest propozycja Koalicji Obywatelskiej w postaci wprowadzenie związków partnerskich.

W tym samym czasie Prawo i Sprawiedliwość próbuje budować własną agendę i prowadzi kampanię pod tytułem “Dobry Czas Dla Polski”. Chwali się zmianami jakie dokonało (w szczególność uszczelnieniem sytemu podatkowego i rozbudowaniem programów społecznych). A w ostatnich dniach Mateusz Morawiecki zaproponował budżet państwa bez deficytu na rok 2020 – to kolejny krok w gospodarczej narracji PiSu.

Wale mnie nie dziwi, że politycy Platformy Obywatelskiej publicznie podkreślają, że nie wierzą w możliwość realizacji takiego budżetu, który może okazać się bardzo ważnym elementem kampanii PiSu w nadchodzących wyborach. Kidawa Błońska powiedziała na antenie Jedynki, że taki budżet “to piękna obietnica”:

Nie bardzo wierzę, że można zaczarować rzeczywistość. Nie wierzę, żeby można było ten budżet skonstruować z takimi zapowiedziami, jakie rząd PiS składał w ostatnich czterech latach, budując go tylko z podatków.

Co ciekawe “piękna obietnica” Koalicji Obywatelskiej dot.  związków partnerskich z pewnością jest “czarowaniem rzeczywistości”. Zaproponowane przez Platformę Obywatelską rozwiązanie jest jest oparte o “zaczarowane”, nieprawdziwe argumenty jakby osoby bez ślubu nie mogły w Polsce po sobie dziedziczyć lub uzyskać informacji o stanie zdrowia. W Polsce można upoważnić każdego do informacji o stanie zdrowia i można również przepisać spadek (od którego trzeba odprowadzić podatek).

Opozycja przerzuca się w “pięknych obietnicach”, na przykład: lewica zaproponowała wprowadzenie przepisów umożliwiających przerwanie ciąży do 12 tyg. ciąży. A Mateusz Morawiecki nie tylko proponuję budżet bez deficytu ale składa też deklarację dot. nowych i obecnych programów społecznych:

Przedstawiamy dzisiaj po długich dyskusjach zrównoważony plan finansów państwa i utrzymujemy wszystkie programy. Decydujemy się na to, żeby uszczelniać system, zwalczać nieuczciwych podatników, ale wiemy, że ta walka nigdy nie będzie zakończona

Premier Morawiecki wskazał obszary na które rząd przeznaczy więcej pieniędzy: „więcej środków na ochronę zdrowia, obronę narodową, na rodziny, emerytów, żeby w tych trudnych czasach wiedzieć, że jesteśmy na dobrym kursie gospodarczym”.

W zasadzie mamy w Polsce najwyższy boom gospodarczy od transformacji ustrojowej dlatego to naturalne, że PiS używa w kampanii wyborczej hasła “Dobry Czas Dla Polski” i proponowanie coraz to nowe rozwiąza, które mają podnieść poziom życia w Polsce.  Dziwi mnie, że nie robią tego politycy opozycji, którzy powinni przez 4 lata wypracować i włożyć do świadomości wyborców pomysły, które przekonają ich do oddania władzy w ręce opozycji.

Obserwując kampanie i wszystkie te “piękne obietnice”, które składają politycy, mam nadzieje, że w starciu gospodarki z ideologią (związkami partnerskimi i aborcją do 12 tyg. ciąży) to ta pierwsza będzie ważniejsza dla wyborców. Martwi mnie tylko zdanie, które wypowiedział  Premier: inwestujemy w różne obszary życia “…żeby  w tych trudnych czasach wiedzieć, że jesteśmy na dobrym kursie gospodarczym” – zabrzmiało to trochę jak zapowiedź przyjścia “trudnych czasów”.  Oczywiście, gospodarce kryzysy się zdarzają. Mam jednak nadzieje, że w trakcie kampanii wyborczej; bez względu na to czy boom będzie trwał czy też gospodarka spowolni, dla wyborców ważniejszy okaże się brak deficytu od związków partnerskich.