Odpowiadam M. Środzie: “tylko w Kościele jest Bóg”.

Komentowanie rzeczywistości wymaga od człowieka, żeby od czasu do czasu otworzył Wyborczą. A tam spojrzał na radosną twórczość Magdaleny Środy, która w swoim felietonie radośnie obwieściła, że “w Kościele Boga jest coraz mniej”. Jak pisze Środa”:

W dzisiejszym Kościele jest zresztą jakieś szczególne nagromadzenie nienawistników, ignorantów, hipokrytów, którzy dzielą społeczeństwo i czynią pośmiewisko z Jezusowej zasady miłości bliźniego.

Magdalena Środa oskarża Kościół o “jakieś szczególne nagromadzenie nienawistników” ale sama ustawia się w pozycji głosiciela miłości: sprawiedliwego sędziego, który do serca przytuli uciśnionych przez kulturowy kaganiec przedstawicieli środowiska homo-bi-traswestyckiego  i absolwentów gender studies.   Felieton Magdaleny Środy idealnie potwierdza tezę Nicolása Gómeza Dávili:  “Wyłącznie Kościół uważa się za zgromadzenie grzeszników. Każda inna wspólnota – religijna lub świecka – czuje się bractwem świętych”.

“Szczególne nagromadzenie nienawistników” można przypisać każdemu środowisku i każdemu społeczeństwu. Dla przykładu: 31 maja brazylijska policja aresztowała parę lesbijek, która brutalnie zamordowała 9-letniego syna jednej z nich. Lesbijki były szczególnie nienawistne, bo nie tylko zabiły chłopca, który był pod ich opieką ale też rok wcześniej wykastrowały. Parę lat wcześniej miała miejsce inna sytuacja. W Queenslan dwójka gejów udawała wrażliwą, odpowiedzialną parę, która marzy o ojcostwie. Dziecko urodziła dla nich rosyjska surogatka. Przed sąsiadami udawali wzorową tęczową “rodzinę” ale w rzeczywistości wykorzystywali seksualnie chłopca i pozwalali na to  swoim znajomym.Ludzi “szczególnie nienawistnych” znajdziemy wszędzie. Chyba że, Magdalena Środa w swoim “nienawistnym zaślepieniu” będzie negować istnienie pedofilii i morderców wśród społeczności homo-bi-traswestyckiej.

Świat współczesny ma to do siebie, że nazywanie grzechu po imieniu nazywa “mową nienawiści”. Księża gdy mówią o grzechu nie używają  “mowy nienawiści” i nie rzucają w ludzi kamieniami, nie mówią: “ty jesteś hipokrytą lub nienawistnikiem i nie ma dla Ciebie przyszłości”. Książa nawołują do nawrócenia grzeszników (również samych siebie) i nienawiści do grzechu… nie ludzi. Powołują się przy tym nie na własne doświadczenie i własne prawdy (jak robi to Magdalena Środa) ale na autorytet Pisma Świętego, na prawo naturalne i  życiorysy ludzi, którzy zasłużyli by po śmierci nazywać ich świętymi.

Praktykujący Katolik nie robi z siebie świętego i nie przekłada marketingu nad prawdę. Dlatego jeżeli Magdalena Środa mówi, że ” w Kościele Boa jest coraz mniej”, a później dodaje:

Bóg – co głoszę od dawna – jest przecież wszędzie: w wycinanej Puszczy Białowieskiej, na marszach LGBT, na wojnach wszczynanych w imię miłości ojczyzny, w smogu, w murach miast, na łąkach. Przemyka czasem na niewidzialnym osiołku przez ulice naszych osiedli, wpada na dyskoteki i obrady Sejmu, gorsząc się i zachęcając (wiernych) do zmiany.

Jest odwrotnie… w Kościele Boga jest coraz więcej. Ludzie Kościoła nie ustawiają się w roli ludzkich sędziów i nie myślą kategoriami ekonomii mas: nie klepią po plecach grzeszników, żeby wypełnić ławki kościołów ale powołują się na autorytet Pisma Świętego, żeby tych grzeszników zaprowadzić do zbawienia.

Pani Środa… no cóż w ślad za innymi myślicielami, chce się przypodobać tłumowi grzeszników.  Sama siebie ustawia się w kategorii sędziego. Dokładnie rzecz ujmując chce, żeby każdy człowiek był miarą wszystkich rzeczy. Dlatego bóg Magdaleny Środy – co głosi od dawna – jest przecież wszędzie: w wycinanej Puszczy Białowieskiej, na marszach LGBT. “Środowy bóg” jest milczący: kiedy trzeba poklepie po plecach, zapłaczę nad ściętym drzewem i przytuli do serca bez względu na to kim jesteśmy. Być może “środowy bóg” chce żebyśmy się zmienili… żebyśmy kupili komuś czekoladę i poklepali po plecach gdy będzie smutno ale “środowy bóg” nigdy nam nie powie nam “idź i nie grzesz więcej” bo to dla niego “mowa nienawiści”.