Kazus Timmermansa czyli o federalizacji

Opadł kurz po bitwie dookoła najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej. Politycy i komentatorzy skupili się na zwycięstwie bądź porażce polskiej delacji. Według mnie na tym etapie zwycięstwo lub porażka państw członkowskich ma charakter drugoplanowy. W sprawie wyboru Timermmansa najważniejsza była deklaracja czy zgadzamy się na dalszą federalizacje wspólnoty.

Marzenia o europejskim państwie

Manfred Weber i Frans Timmermmans przez całe wybory zachowywali się jak kandydaci na stanowisko premiera. Uczestniczyli w debatach i jeździli po Europie udzielając wsparcia poszczególnym ugrupowaniom w ramach swoich środowisk politycznych.

Problem polega na tym, że oni nie kandydowali na stanowisko premiera. Unia Europejska to nie państw a  Komisja Europejska to nie rząd. Źródłem suwerenności Unii Europejskiej nie są Europejczycy ale państwa członkowskie.  To państwa członkowskie mają najwięcej do powiedzenia w sprawie polityki Unii Europejskiej i państwa członkowskie powinny decydować o najważniejszych stanowiskach.

Próba powołania Manfreda Webera lub Fransa Timermansa w quasi-premierowskim wyścigu była próbą stworzenia niezapisanej traktatowo tradycji wyłaniania kandydata na Przewodniczącego Komisji Europejskiej z kandydatów wskazanych przez europejskiej grupy polityczne. Nie ważne, że nikt nie oglądał debat Webera i Timmermansem. Nie ważne, że prawie nikt nie wiedział w trakcie kampanii, że  są oni kandydatkami na stanowisko Przewodniczącego KE. Jestem przekonany, że w trakcie debaty nad kształtem Unii Europejskiej ich wybór na Przewodniczącego byłby przedstawiany jako “demokratyczny wybór Europejczyków.

V4 obroniło traktaty

Podstępem próbowano stworzyć europejskiego premiera z pseudo-demokratycznym mandatem do sprawowania władzy i jestem przekonany, że byłby to argument do ograniczenia praw państw i  narodów w ramach Unii. W obecnej chwili  nie potrafię ocenić czy Polska odniosła sukces na szczycie Rady Europy. Na pewno nie odnieśliśmy porażki i przede wszystkim daliśmy w mordę stronnictwu federalistów. Równocześnie możemy nie być zadowoleni z  Ursuli von der Leyen ale naprawdę mogło być gorzej. Wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego pokazał, że gramy na boisku przeciwnika i musimy poczekać na konserwatywnego Przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Stan gry jest taki, że nikt nie wygrał. Federaliści nie wyłonili swojego kandydata w pseudo-wyborach a zwolnicy “europy ojczyzn” są za słabi, żeby zdobyć kluczowe stanowiska w UE.  Coś jednak się udało: Grupa Wyszehradzka oraz Włosi zablokowali Timmermansa i potwierdzili siłę w ramach Unii Europejskiej ale przede wszystkim obronili obowiązujące traktaty i samą idee “europy ojczyzn” – to jest bardzo ważne zwycięstwo.