Europa Katedr

Tekst opublikowany na blogu www.krystianmajewski.pl 19 kwietnia 2019

Płomienie trawiące Notre Dame poruszyły masy ale mnie jeszcze bardziej od płomieni poruszyli ludzie, którzy modlili się w blasku pożogi. Wzruszający obraz – młodzi, którzy nie wstydzą się wiary i płonąca katedra, która przez ponad 800 lat była symbolem “córy kościoła”. To wszystko w jakiś sposób rezonuje z laicką republiką, która odeszła od wiary w Chrystusa.

W świecie fizyki spalenie katedry Notre Dame prawdopodobnie jest tragicznym wypadkiem a rekcja ludzi zbiorową paniką na ten wypadek. Ale nie dziwie się komentarzom, które przypisują temu wydarzeniu głębsze znaczenie. W świecie metafizyki każde fizyczne wydarzenie  jest znakiem, dla osób wierzący są to znaki od Boga,  które można interpretować. Niestety, tak samo jak w przypadku wierszy, każdy z nas posiada własną interpretacje tego wydarzenia i każdy z nas może się mylić. Ważne jest jednak, żeby nie przejść obojętnie obok spalenia Notre Dame i zastanowić się co przez to wydarzenie Bóg chce mi powiedzieć. Mówiąc inaczej, nie warto przyjmować ad hoc interpretacji innych osób pod tytułem “Bóg ukarał Francuzów”  – niektórzy taką mają wrażliwość i tak to widzą . Nikt jeszcze nie odkrył klucza do interpretacji Boga; chyba że Bóg wyłożył kawę na ławę, dlatego warto przemyśleń to wydarzenie samemu.

Poświęciłem więc chwilę, żeby się zastanowić co mnie poruszyło w pożarze Notre Dame i doszedłem do wniosku, że od płomieni bardziej poruszyli mnie bardziej ludzie, którzy modlili się w blasku pożogi. Miałem w głowie dwa pytania: dlaczego ludzie na całym świecie byli tak bardzo poruszeni płomieniami w Katedrze Notre Dame i dlaczego katolicy całą noc modlili się o zachowanie budynku? Odpowiedź nie jest taka prosta: dla wielu (również niewierzących) katedra jest skarbem kultury i ich rozpacz była podyktowana kulturową wrażliwością, natomiast dla ludzie wierzących katedra jest czymś więcej  – jest drogowskazem. Tak budowano katedry, szczególnie gotyckie, żeby przybliżały nas do Boga. Oddaje to nie tylko architektura, która była szalenie skomplikowana jak na średniowieczne realia,  lecz również sam fakt, że katedry były budowane przez dziesiątki lat, wysiłkiem setek osób, a ich budowy często nie doczekały się końca. Zamysł budowniczych katedr pięknie ujął Ksiądz Janusz Pasierb, historyk sztuki i poeta,  który tak opisał powstanie  Katedry Najświętszej Marii Panny w Sewilli:

 

„W czasach religijności

mierzonej rozsądną miarą

zdumiewa postanowienie

kanoników w Sewilli

z roku 1401: Zbudujmy kościół tak wielki 

by ci co go zobaczą

wzięli nas za szaleńców

Nikt już nie pamięta

kto był wówczas rozważny

i odradzał budowę

Tak powstaje kościół”

W wyniku szalonego wysiłku katedry rozsypały się po Europie i wyznaczyły kulturowe granice kontynentu. Świadczyły nie tylko o gorliwości wiary ale też o przynależności do politycznej wspólnoty Christianitas. Jako symbol łączyły religie i politykę (w klasycznym ujęciu te przestrzenie się przenikają) oraz przypominały o wartościach, które wyznaje Europa. Dziś jest inaczej, religia i laicka polityka są dla siebie przeciwstawne. Na papierze wyznajemy te same wartości ale spieramy się o znaczenia słów: “miłość”, “tolerancja”, “polityka”. Prym wiedzie w tym Francja, która nie tylko jako pierwsze przedefiniowała prawa człowieka ale też  w 1905 roku uchwaliła ustawę “la loi de séparation des Églises et de l’État”  czyli o rozdziale kościoła od państwa, która doprowadziła do stopniowego zlaicyzowania społeczeństwa francuskiego. Po setkach lat katedry przestały być świadectwem wiary i zostały już tylko symbolem dawnej chwały – przynajmniej tak mi się wydawało dopóki nie zobaczyłem młodych ludzi mdlących się w świetle płomieni Notre Dame.

Być może katedry są współcześnie częściej odwiedzane przez turystów niż wiernych ale nadal są symbolem gorliwości wiary poprzednich pokoleń oraz piękna i harmonii cywilizacji łacińskiej. Katedry jeszcze zachwycają  i poruszają serca. Jak to się ma do obiegowej opinii wśród Polaków, że nie ma już ratunku dla europejskiego Christianitas. Wielu ma poczucie, że Polska jak ten Don Kichot walczy z wiatrakami i nikt nie rozumie gdy mówimy, że co innego jest tolerare, co innego aprobatare. Sami Polacy przestali wierzyć w Christianitas i przynajmniej połowa przyjęła już zlaicyzowany styl życia –  ale katedry nadal ich zachwycają.  Moglibyśmy zamknąć się w kościołach i czekać na koniec tylko, że młodzi Francuzi, którzy odmawiali różaniec w płomieniach Notre Dame pokazali inną drogę. Kamienie nie nawracają ale kamienie + ludzie już mogą przekonać, że życie oparte o wartości chrześcijańskie może być przepełnione porządkiem iszczęściem.

To jest pewne wyzwanie dla nas; pokazać, że Katolicy to nie tylko piękne katedry ale też piękne i szczęśliwe życie. Jeżeli dodamy piękne katedry i pięknych ludzi to możliwe, że odwrócimy bieg historii również w wymiarze politycznym. Europa nie musi być, jak powiedział Papież Franciszek: “zmęczona i  bezsilna” , jak „bezpłodna babcia”. Inaczej mówiąc, jeżeli nie zostawimy pustych katedr tylko sami będziemy jak ten ogień, który trawił Notre Dame, to być będziemy mogli zawalczyć o powrót Christianitas – prawdziwej Europy Katedr.