Kościół powinien mieszać się do polityki

Byłem świadkiem ciekawej rozmowy. Mężczyzna, na potrzeby artykuły nazwiemy go Józef, chwalił swojego proboszcza za to, że ten nie miesza się w kazaniach do polityki, bo gdyby polityka była obecna podczas kazań to Józef nie przyszedłby do kościoła. Sprawdziłem profil  Józefa w mediach społecznościowych i okazało się, że on żyje polityką, a w dodatku jest zaciekłym lewakiem

Polityka to starcie cywilizacji

Historia uczy nas, że polityka nie ogranicza się do tego gdzie burmistrz wybuduje drogę albo czy minister przyzna nowy program socjalny. Na drugi plan schodzą również polityczne stronnictwa i partie, które z biegiem lat rozmywają się na tle wielkich wydarzeń historycznych – w zbiorowej pamięci zapisują się wyłącznie wielkie idee i ich konsekwencje. W swoim fundamencie polityka jest cywilizacyjnym starciem – walką o to w jakim modelu życia społecznego i w jakich wartościach będą funkcjonować następne pokolenia; a Kościół ma jasno zarysowany model funkcjonowania życia społecznego i jasno zarysowany system wartości, które mają nas doprowadzić do życia wiecznego -dlatego Kościół  ma obowiązek mieszać się do starcia  cywilizacji, którego jesteśmy światkami.

My jako świeccy mamy prawo i obowiązek jasno określać się po stronie cywilizacji łacińskiej i  mówić, że jesteśmy  katolikami w każdym wymiarze życia: prywatnie, społecznie i politycznie. Mamy też prawo mówić, że chcemy, żeby instytucja Kościoła miała wpływ na społeczeństwo czy politykę ponieważ właśnie ta instytucja depozytariuszem naszego modelu życia społecznego – a księża… no cóż, mają obowiązek obronić wiernych przed grzechem w życiu prywatnym oraz społecznym i w konsekwencji muszą mieszać się do polityki.

Kościół to depozytariusz wartości

Tak więc postulat rozdziału Kościoła od państwa i „nie mieszania się księży do polityki”, który głosi Józef i inni zatroskani o przyszłość Kościoła,  jest tak naprawdę postulatem pozbawienia Kościoła wpływu na rzeczywistość społeczno-polityczną i zaakceptowanie moralności współczesnego świata. Mówiąc inaczej: postulat rozdziału Kościoła od państwa jest powiedzeniem katolikom: „ możecie wierzyć w Boga ale musicie przyjąć naszą moralność i nasze zasady”  a Kościół nie może tego zrobić. Kościół nigdy nie zaakceptuje moralności tego świat, bo jest ona w cywilizacyjnym i duchowym konflikcie z nauką Chrystusa – oczywiście w teorii wszyscy mówimy o tym samym, wszyscy chcą szerzyć na świecie miłość ale w praktyce: miłość świata i miłość Chrystusa to dwie różne przestrzenie, bo Chrystus nie mówi słowa ale…np. kochamy wszystkich ludzi ale człowiek jest człowiekiem od piątego tygodnia ciąży.  Poprzez określenie „lewak” rozumiem osobę zaangażowaną po stronie moralnej rewolucji – bezpłatny dostęp do aborcji, eutanazja na życzenie i tym podobne.

Morał z zasłyszanej rozmowy płynie taki, że dla Józefa mieszanie się Kościoła do polityki to nie popieranie jednego lub drugiego polityka ale wytykanie grzechów w ich społecznym wymiarze np. popieranie i propagowanie aborcji. Gdyby Józef usłyszał podczas kazania, że proboszcz potępia aborcję to przestałby przychodzić na Mszę Świętą. Kościół do którego „lewak Józef” może chodzić, to Kościół miły i przyjemny, który poklepie po plecach kiedy trzeba i przytuli do serca gdy smutno,  taki Kościół w którym mówi się wyłącznie o miłości i przebaczaniu. Problem polega na tym, że przebaczenie i miłość to bardzo ważne filary Kościoła ale jednak nie jedyne – gdyby księża przestali mówić grzechach np. o aborcji, eutanazji, małżeństwach homoseksualnych i tak dalej, to Kościół Katolicki zaprzeczył by Ewangelii i przestał być Kościołem.