Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

Mam koleżankę, która wszystkiego się boi: pływanie, jazda samochodem, wysokość – wszystko powoduje u niej lęk. To całkowicie normalne, że jeżeli czegoś nie znany, nie rozumiemy czy nie potrafimy, na przykład dobrze jeździć, to odczuwamy lęk. Wyobraźcie sobie, że pewnej nocy gdy miałem 19 lat odczułem całkowicie irracjonalny lęk –  przestraszyłem się widoku nieba.Nie przestraszyłem się, że niebo mnie zje ale zachwyciłem się nieskończoną ilością gwiazd. Byłem wtedy z grupą znajomych w Bieszczadach. Rano weszliśmy na Smerek i chodziliśmy po połoninach, wieczorem zrobiliśmy ognisko, nie miałem ochoty na imprezowanie, więc razem z kolegą wzięliśmy czteropak piwa i poszliśmy na polną drogę. Nocne niebo w Bieszczadach jest niesamowitym widokiem – jako mieszczuch nigdy nie widziałem tylu gwiazd na własne oczy.

W pewnym momencie pomyślałem (i to był właśnie ten lęk), że przecież to jest szalenie skomplikowana struktura; dlaczego istnie nieskończona ilość gwiazd, skoro niebo mogłoby być puste. W końcu NIC jest nieskończenie prostsze od CZEGOŚ – dlaczego więc istnieje COŚ? Miałem wtedy 19 lat i nie byłem świadomy, że zadałem pytanie, które stawiało przede mną wielu filozofów; najbardziej dosadnie sformułował to pytanie niemiecki filozof i matematyk  Leibniz, który w swoim dziele pt. „Zasady natury i łaski oparte na rozumie” napisał słynne zdanie: „dlaczego istnieje raczej coś niż nic”.

Mądre pytania dzieci

Co ciekawe gdy zacząłem czytać na temat problematyki bytu okazało się, że nie tylko mnie ogarnął lęk „istnienia czegoś”, o bardzo podobnym doświadczeniu mówił w wykładach ks. prof. Michał Heller, podobne stwierdzenie znalazłem w dokumencie emitowanym na antenie telewizji Planete gdzie dziennikarz spróbował odpowiedzieć na pytanie Lebniza.  Metafizyczny lęk, który dotyka niektórych w okresie dojrzewania jest zbieżny z ciekawością, która dotyka każdego z nas w dzieciństwie. Jako dzieci mamy setki pytań; pytamy „dlaczego trawa jest zielona” i niepokoi nas brak odpowiedzi z strony rodziców. Z biegiem lat tracimy dziecięcą ciekawość świata i stwierdzamy, że nie warto zadawać „głupich pytań” na które nigdy nie uzyskamy odpowiedzi  – a szkoda, bo pytanie „dlaczego trawa jest zielona” jest mądrze postawionym problemem.

W końcu nauka odkryła, że trawa swój kolor zawdzięcza chlorofilowi – który znajduje się w jej liściach. Chlorofil pochłania światło czerwone i niebieskie ale „brzydzi się” światłem zielonym dlatego po odbiciu zielonego świata z padającego na trawinki światła słonecznego do naszych oczu dociera zieleń trawy, co ciekawe jeżeli na innych planetach hipotetyczna trawa istniej to wcale nie musimy być zielona, może być niebieska lub czerwona – wyobraźmy sobie niebieski las.

Z biegiem lat i ilością przeczytanych książek zauważyłem, że trywialne i głupie pytania, które są domeną naszego dzieciństwa, to motor napędzający naukę i ludzki rozwój. Dlatego mądrzy ludzie zadają wiele pytań i pytają o wszystko: kolor trawy, istnienie pór roku, pochodzenie gwiazd, naturę czasu. Wróćmy w tym miejscu do lęku, który ogarnął mnie w Bieszczadach, w młodości zastanawiałem (i tak naprawdę nadal się zastanawiam) jak to się stało, że wszystko co nas otacza z całą swoją złożonością istnieje, skoro nicość jest nieskończenie prostsza od czegoś – i nic mnie tak nie irytowało jak odpowiedź „Bóg tak chciał”.

Model Hartle’a – Hawkinga

Na szczęście mądrzejsi ode mnie zastanawiali się i zastanawiają nad moim pytaniem, istnieją naukowe próby odpowiedzi, taką próbą jest tzw. Model Hartle’a- Hawkinga, który jest propozycją kwantowego wyjaśnienia początku wszechświata. Jednym z największych problemów dla współczesnej nauki jest stworzenie spójnego opisu początkowej fazy istnienia Wszechświata, dlatego korzystając z narzędzi fizyki kwantowej Stephen Hawking i James Hartle spróbowali pokazać mechanizm kwantowego powstania wszechświata z nicości. Nie jestem matematykiem ani fizykiem i nie mam ambicji, żeby wyjaśnić Model Hartle’a – Hawkinga ale spróbuje go przynajmniej zarysować w takim zakresie jaki jest dla mnie zrozumiały, bo tak jak chlorofil wyjaśnia zieloność trawy, tak ten model ma ambicje wyjaśnić nam dlaczego trwa istnieje.

Przy zastosowaniu narzędzi, które daje fizyka kwantowa naukowcy zaproponowali model, który wylicza prawdopodobieństwa powstania wszechświata – model w którym  wszechświat przechodzi od stanu początkowego „A” do stanu „B”. Hawking i Hartle zadali też pytanie, które było  szokiem dla ówczesnej nauki, o to jakie jest prawdopodobieństwo przejścia wszechświata do stanu „B” jeżeli stan początkowy „A” nie istnieje. Nie jestem matematykiem, nie zweryfikuje czy zaproponowane przez nich modele są prawidłowe ale zakładam, że tak jest, że naukowcy znaleźli możliwe prawdopodobieństwo i można matematycznie wyliczyć powstanie świata (czyli również przysłowiowej trawy) z nicości.

Można więc powiedzieć, że istnieje “coś” ponieważ przy nieskończenie wielu prawdopodobieństwach z praw fizyki w końcu musiał wyłonić się skomplikowany wszechświat. Problem polega na tym, że w sensie matematycznym nicość nie istnieje, bo do obliczenia modelu prawdopodobieństwa trzeba zaangażować różne prawa fizyki. Tak więc w modelu Hartle’a- Hawkinga, który ma wyjaśnić kwantowe wyłonienie się świata z nicości, jednak coś istnieje np. ogólna teoria względności. Model nie jest więc wyłonieniem się wszechświata z nicości, tylko z praw fizyki, bardzo skomplikowanych praw ale jednak jest to wyłonienie się wszechświata z czegoś.

Bezład farb

Jak więc odpowiedzieć na tytułowe pytanie, dlaczego więc istnieje raczej coś niż nic? Wychodzi na to, że odpowiedź jest trywialna: z nicości może powstać jedynie nic. A dlaczego istnieje coś? Odpowiedzi mogą być dwie. Pierwsza, jesteśmy niewolnikami praw fizyki, które przy odpowiedo długim czasie przy zastosowaniu prawdopodobieństw, doprowadziły do stworzenie skomplikowanych struktur wszechświata. Druga odpowiedź zawsze mnie irytowała – Bóg tak chciał. Która jest prawdziwa? Nigdy się prawdopodobnie tego nie dowiemy ale instynkt podpowiada, że nie ważne ile razy wyleje farby na płótno, nawet przy założeniu, że mam nieskończoną ilość czasu, to nie namaluje „Bitwy pod Grundwaldem”.  Do namalowania obrazu potrzebuje umiejętności, świadomości i woli, że chce stworzyć akurat ten konkretny obraz z bezładu farb, które mam przed sobą.