Pokolenie Jerzego Urbana [Opinia]

rys. Maarten Korving /CC BY 2.0

Urban to zdradziecka, chamska i uszata żydo-komuna. W teorii jest to obraźliwe zdanie. W praktyce Jerzy Urban sam tak siebie opisuje i jeszcze się z tego cieszy. Chamski, bezczelny, związany z ciemnymi kartami historii, a jednak przeżywa falę popularności. Wielu młodych ludzi go lubi. Urban stosuje prosty trik, dzięki któremu cały czasy unosi się na fali popularności i cały czas smrodzi, i szkodzi.

Jerzy Urban ma plastyczną przyzwoitość – uwielbia jechać po bandzie i prowokować. U szczytu kariery, jako rzecznik prasowy rady ministrów, pluł i szydził: msze święte, którym przewodniczył ks. Jerzy Popiełuszko nazywał w felietonach “seansami nienawiści”, a gdy na półkach sklepowych był wyłącznie ocet to, żeby zakpić z amerykańskiej pomocy humanitarnej dla Polski, zaoferował włodarzom Nowego Jorku śpiwory dla bezdomnych. Urban był chamski i chamski umrze. Jednak Urban jest również piekielnie inteligentnym człowiekiem, a gdy chce, jest też miłym dziadkiem, który miesza prostackie żarty z ciekawymi refleksjami – to jest jego trik. Obejrzałem sporo filmów Urbana, które ten opublikował w internecie. I większość z nich to głupkowate żarty o polityce, zdarza mu się jednak nagrać film w którym z powagą opowiada o swoim życiu. Miesza głupoty i prostactwo z dystansem do siebie, i inteligencją. I to robi z Urbana ciekawą postać – szczególnie na tle nadętych do granic możliwości polityków.

Urban od dłuższego czasu przeżywa renesans popularności. Jego popularność w internecie zauważyła Wyborcza i Newsweek. Urban pojawił się na okładkach tych gazet. I wielu prawicowych publicystów się oburzyło. Prawicowi publicyści dużą część zawodowych aktywności poświęcają na akty oburzenia. Szkoda tylko, że nie widzą, iż te akty oburzenia są przeciwskuteczne. Urban ciśnie sobie bekę z ataków na niego. To nakręca jego popularność – a każdą falę popularności wykorzystuje niczym zawodowy surfer. Jego zabójczą bronią jest dystans do samego siebie. Nazywa siebie uszatą żydo-komuną i twierdzi, że jego uszy były pierwszym nadajnikiem sygnału stacji TVN. Urban to obrzydliwa postać, która obecnie dla wielu młodych jest śmiesznym dziadkiem z interetów. W kontakcie z dziennikarzami ucieka od niewygodnych pytań. I wykorzystuje każdy możliwe okienko, żeby prowokować i zdobywać rozgłos. W ostatnim wywiadzie dla Wyborczej błysnął poradą, która brzmi tak: “Moje rady dla ruchu LGBT: dopierdalajcie katolikom! Dopierdalajcie nacjonalistom! Dopierdalajcie biało-czerwonym!”. Bezpośredni, chamski, internet lubi takie zachowanie, młodzi, jak widać też, bo przecież to interent jest dla nich głównym źródłem wiedzy i rozrywki.

Chamowate zachowanie Michała Szutowicza pseud. Margot jest dobrym przykładem, że Urban wychowuje młodzież na potęgę. Film Urbana pod tytułem “Pożegnanie” ma 2 mln wyświetleń, “Urban z żoną czytają hejty na swój temat” ma blisko 500 tys. wyświetleń  – większość jego filmów ma więcej niż 100 tys. wyświetleń. Oczywiście, możemy się oburzać. Prawica kocha się oburzać. Nic nie wynika z tych głosów oburzenia i protestu. Prawda jest taka, że Urbana warto przemilczeć. Nie nakręcać go. Niech pajacuje. I warto śmiać się z własnych uszu – a nie uszu Urbana. Powinniśmy się śmiać z samych siebie, bo na prawicy często i gęsto brakuje nam dystansu. A Urban? Niech Urban pajacuje. Mam go w d…