Czy mamy w sobie przestrzeń dla wspólnoty?

Melancholia. Prolog. Widzenie. Wiek ostatni w Polsce, Jack Malczewski, 1890-1894

Jacek Malczewski to mój ulubiony polski malarz. Uważam, że był genialnym artystą z którego dzieł możemy być dumni. Z wielu spraw, które tworzą naszą narodową wspólnotę możemy być dumni ale wolimy skupiać się na tym co nas dzieli, to jest tragizm naszego narodowego życia. I co ważne, jest to tragizm, który jako Katolicy powinniśmy w sobie zwalczać.

To smutne, że nasza kultura jest upolityczniona w każdym aspekcie życia. Ktoś może powiedzieć, że to absurdalny zarzut z ust takiej osoby jak ja, która współtworzy polityczne bagienko. Współtworzę bagienko, nie zmienię swoich talentów, upodobań i przestrzeni w której się realizuje, ale widzę też tragizm światopoglądowego sporu, który odbiera nam poczucie wspólnoty. Tragizm, który polega na tym, że nie potrafimy pięknie się ze sobą nie zgadzać. Dotyczy to zarówno polityki, jak i wiary, bo na łonie Kościoła Katolickiego również jest wiele sporów, które nas dzielą.

Przykład z brzegu, który dotyczy Kościoła, rozmawiałem ostatnio ze znajomym, który narzekał na ludzi, którzy narzekali, że w czasach korona-wirusowych w kościołach przyjmuje się Eucharystię na rękę. Ten temat często przewija się w moich rozmowach z wierzącymi znajomymi i przyznam, że nie wiem co mam moim znajomym odpowiedzieć. W Polsce każdy ma opinię na każdy temat ale byłoby dobrze gdyby nasze opinie nie opierały się o powierzchowne przemyślenia i symboliczne gesty, byłoby dobrze gdybyśmy odwoływali się do wartości i istoty spraw. Istotą przyjmowania Eucharystii jest wiara, że jest to Ciało Chrystusa i bardzo ważny jest nasz szacunek do tego faktu – nie mówię o pozorowanym szacunku ale prawdziwym, który możemy ocenić w naszej indywidualnej relacji do Chrystusa.

Sami przed sobą powinniśmy przyznać, że często nasze opinie budujemy na powierzchownym rozumieniu spraw, stereotypach i symbolach, i nie jest nasza wina. Skomplikowana natura rzeczywistości wymaga dogłębnych analiz na które, po ludzku, nie mamy czasu. Sprawy wiary, kultury czy polityki są skomplikowane i czy tego chcemy czy też nie, jesteśmy skazani na uproszczenia, które prowadzą nas do błahych i nie błahych sporów – zawsze będziemy te spory prowadzić.

Byłoby jednak pięknie gdybyśmy wiedzieli, że w różnicy zdań jest przestrzeń na wspólnotę. Jacek Malczewski w obrazie Melancholia. Prolog. Widzenie. Wiek ostatni w Polsce, przedstawił tragizm dziejów Polski, ten tragizm dzieli nas do dziś. Przy okazji każdego powstania narodowego, na przykład Powstania Warszawskiego, dzielimy się na zwolenników oraz przeciwników i emocjonalnie obrzucamy się racjami. Tragiczne nie są analizy historyków ale nasz obozowy, plemienny stosunek do faktów oraz to, że nie potrafimy unieść się ponad własną ocenę wydarzeń. Nie potrafimy uznać, że bez względu na nasze sympatie polityczne, są to nasze wspólne dzieje z których powinniśmy wyciągać wnioski dla naszego codziennego życia.

Historia Polski, tragiczna, chwalebna, codzienna, ma w sobie wiele przykładów dobrego i cnotliwego życia w wielu różnych, czasami beznadziejnych, dziejowych sytuacjach. Budowanie naszego życia i charakteru w oparciu o historię konkretnych ludzi z dziejów naszego – to budowaniu wspólnoty w której jest miejsce zarówno na kłótnie, jak i wzajemny szacunek. Jednak nie stworzymy miejsca na wspólnotę, kłótnie i wzajemny szacunek, jeżeli nie zaczniemy się wzajemnie miłować. Nie musimy się lubić, nie musimy lubić naszej historii, naszej polityki, naszego episkopatu ale musimy siebie miłować. J 13,34-35: “Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”